Otrzymałem
propozycję:
- Napisz
coś jako emeryt i o emerytach.
Do
tej pory nikt mnie nie prosił „napisz coś”. Pisałem wbrew (tak mi się wydaje)
wielu osobom, które wykazywały zadziwiającą nieraz pomysłowość do zniechęcenia
mnie do tego procederu. Ale nie załamywałem się, ponieważ wkrótce zrozumiałem,
że taki właśnie jest los blogera – i to politycznego.
Tak więc pierwsze słowa zachęty podziałały na mnie jak szklaneczka Chivas Regal (zdjęcie poniżej, to pomoc naukowa dla młodzieży).
Ale
natychmiast przyszło otrzeźwienie. Dotarło do mnie, że jestem emerytem! Nie,
nie żeby nikt mi tego wcześniej nie powiedział. Mówiono - i to nie raz, nawet z
przekąsem. Jednak co innego, gdy słyszysz, że jesteś emerytem, a zupełnie co
innego, gdy traktują cię jako emeryta. W tym momencie zrozumiałem, że
definitywnie przeszedłem do najstarszej klasy. Przede mną już tylko „matura”.
Niestety terminu jej nie znam, jak zresztą każdy z nas.
Jak
do tej pory udawało mi się ukrywać ten fakt? Nie wiem. Może to „zasługa” braku
czasu? Już słyszę okrzyki zdziwienia:
- Jak to?
Masz chłopie około 10 godzin dziennie więcej czasu niż pracujący i narzekasz?
Macie
rację. Ja ze swej strony dorzuciłbym jeszcze godzinkę. Gdyż z wiekiem maleje
zapotrzebowanie na sen. To prawda. Ale trzeba też wziąć pod uwagę „teorię
względności”. Zanim wytłumaczę co mam na myśli – dwa skojarzenia. Dotyczą one
dwóch „złotych myśli”, z którymi kiedyś się zetknąłem. Pierwsza, autorstwa
„Anonima” – „Życie jest jak papier
toaletowy. Szare i do d…”. Druga, autorstwa Piotra Bałtroczyka – ”Papier toaletowy kończy się nagle”.
I
tak powstała moja „złota myśl” – „Życie
jest jak papier toaletowy. Im mniej pozostało go w rolce, tym szybciej ubywa”.
Ubierając to w formę bardziej „naukową” otrzymujemy wspomnianą teorię
względności – „Im mniej czasu ci
pozostało, tym szybciej zaczyna on płynąć”. W ten sposób można z grubsza
wyjaśnić brak czasu u emeryta.
Są
jeszcze i inne okoliczności. Ale o tym – potem.
Leszek Kowalikowski

